Samochodem przez Południową Afrykę - 18.10.2009 - 9.11.2009

Wspomnienia z podróży po RPA i Suazi spisane przez Pawła Ziębę

Tym razem nasz wybór padł na Republikę Południowej Afryki. Po naszych azjatyckich wędrówkach i podróży do Ameryki Łacińskiej tym razem mieliśmy ochotę zakosztować czegoś odmiennego. Azja to głównie starożytne cywilizacje, przy czym w południowo-wschodniej części tego kontynentu wędrowiec spotyka się z piękną przyrodą: bujnymi tropikalnymi lasami i złotymi piaszczystymi plażami nad ciepłym i czystym morzem. Azja jednak od wieków jest dość gęsto zamieszkała przez ludzi, krajobraz został w znacznej mierze przez mieszkańców przekształcony, którzy zadbali także o to, by groźne niegdyś i niebezpieczne dla nich i dla ich trzód zwierzęta zniknęły z powierzchni ziemi. Podobnie jest w przypadku Meksyku, który był ojczyzną wielu fascynujących cywilizacji, lecz dzisiaj, poza może najdalej na południe położonymi obrzeżami, jest krajem przez człowieka w pełni zagospodarowanym, w którym z dziką przyrodą można spotkać się co najwyżej w niewielkich enklawach, stosunkowo ubogich, jeśli chodzi o liczbę gatunków.

Inaczej jest z Afryką. Afryka subsaharyjska nie posiada urodzajnej ziemi. Na jej obszarze nigdy nie powstały wielkie cywilizacje ze swoimi ogromnymi państwami i rozwiniętą machiną społeczną. Przez tysiąclecia Afrykanie wiedli stosunkowo prymitywne życie, oparte na zbieractwie, łowiectwie i koczowniczych metodach hodowli. Dlatego też wielkie obszary Afryki położone na południe od Sahary pozostały słabo zagospodarowane. Nie zmieniła tego nawet inwazja europejskich mocarstw, które Afrykę wykorzystywały głównie jako źródło minerałów i cenniejszych gatunków drewna. Na obszarach, które niegdyś były europejskimi koloniami, nie powstał rozwinięty przemysł przetwórczy, ani jego wynik – nowoczesne industrialne społeczeństwo.

Można spierać się, dlaczego tak się stało. Być może mają rację ci, którzy twierdzą, że klimat i przyroda Afryki nigdy nie zmuszały mieszkańców tego kontynentu do intensywnej walki o byt. Okolice równika obfitują w zwierzęta i rośliny w stopniu niewyobrażalnym dla mieszkańców strefy klimatu umiarkowanego. Nie jest to Eden – trzeba zjadać innych i samemu nie dać się zjeść. Nie ma jednak potrzeby ciągłej walki z niesprzyjającą przyrodą. Były i nadal występują straszne choroby tropikalne, które dramatycznie wpływają na życie jednostek i skracają średnią długość życia człowieka, ale z tym zagrożeniem potrafi się uporać, a i to nie do końca, dopiero współczesna wysokorozwinięta medycyna. Póki człowiek nie wspiął się na wyżyny cywilizacji technologicznej, był wobec chorób tropikalnych bezsilny.

Z jednej strony pociągała nas dzika Afryka, w której kwitnie życie biologiczne, chcieliśmy zobaczyć, jak na wolności żyją te wszystkie zwierzęta, które w Polsce możemy zobaczyć tylko w zoo. Z drugiej jednak strony podróż do Afryki jest dla podróżnika ogromnym wyzwaniem. Demon chorób tropikalnych nie minął, o czym nie tak dawno mogliśmy się boleśnie przekonać, gdy dotarła do nas wiadomość o śmierci Kingi Choszcz. W większości krajów Afryki subsaharyjskiej występuje malaria, a w wielu trzeba się liczyć z żółtą febrą, cholerą i innymi chorobami zakaźnymi. Póki człowiek ryzykuje własnym życiem, musi brać pod uwagę zagrożenia i starać się minimalizować ich skutki. Gdy podróżuje z dzieckiem, odpowiada już nie tylko za siebie – i wtedy naturalnym odruchem jest unikanie wszelkich, nawet najdrobniejszych zagrożeń.

Z tego właśnie powodu wybraliśmy Republikę Południowej Afryki. Jest to jeden z bardzo niewielu krajów czarnej Afryki, który został zindustrializowany w stopniu zbliżonym do stanu uprzemysłowienia państw europejskich. Mimo bolesnego rozdziału epoki apartheidu społeczeństwo RPA jest dzisiaj otwarte i tolerancyjne wobec wszelkich inności. Odpowiadają za to wielkie pokłady bogactw naturalnych, które sprawiły, że biały człowiek wyjątkowo energicznie zabiegał o kolonizację tego rejonu świata, oraz strategiczne położenie, na południowym końcu kontynentu. Przed budową Kanału Sueskiego każdy statek, który płynął z Europy na Wschód, musiał przepłynąć w pobliżu Przylądka Dobrej Nadziei, zwanego również Przylądkiem Burz.

Stosunkowo niska gęstość zaludnienia oraz ogromne równinne obszary od wieków zachęcały osadników. Na początku XIX wieku na północnym –wschodzie dzisiejszej RPA pojawił się wielki wojownik – Zulu Czaka. Po gruntownym zreformowaniu tradycyjnych metod prowadzenia walk okazało się, że jego armia jest wręcz niezwyciężona. Zulu Czaka podbił ogromne obszary południowej Afryki, wypędzając mieszkające na nich plemiona lub zamieniając ich w niewolników Zulusów. Nieco później z południa na północ ruszyła ogromna fala osadników holenderskiego pochodzenia, którzy chcieli uwolnić się od politycznej dominacji Brytyjczyków w Kolonii Przylądkowej. Podczas tej wędrówki przez długi czas nie napotkali większego oporu, gdyż wędrowali przez ziemie, które zostały opuszczone podczas podbojów Zulu Czaki. Dopiero gdy dotarli do ziem zamieszkiwanych przez Zulusów, natrafili na groźnego przeciwnika. Mimo że przeciwko sobie mieli tylko uzbrojonych w krótkie włócznie, skąpo odzianych Murzynów, nie byli w stanie przełamać ich oporu. W efekcie utrwalił się stan, w którym Zulusi mieli swoje samodzielne państwo, na zachodzie rozwijały się dwa niezależne państwa burskie (Burami nazywani są w RPA potomkowie holenderskich osadników) – Republika Południowoafrykańska i Wolne Państwo Oranje, a na południu Brytyjczycy rządzili Kolonią Przylądkową. Po odkryciu na terenie państw burskich złota Anglicy zdecydowali się podbić te państwa. Koniec XIX wieku to czas walki Brytyjczyków z Burami. Zulusi również stali się celem brytyjskiej agresji, mimo że czując respekt przed Europejczykami, dużo wcześniej wyrzekli się myśli o ekspansji terytorialnej. Mimo to stali Anglikom na drodze do bogactw naturalnych – głównie złota – które zostało odkryte na terenie państw burskich.

Burowie stawiali Anglikom zacięty opór. Ich państwa upadły dopiero na początku XX wieku, po tym, gdy Anglicy zgromadzili burskich cywilów z terenów, które opanowali, w obozach koncentracyjnych. Szacuje się, że z powodu braku wystarczających racji żywności oraz opieki medycznej zmarło w nich około 20 tysięcy burskich kobiet i dzieci.

Zwycięstwo Anglików okazało się raczej Pyrrusowe. Co prawda, przez krótki czas brytyjskie imperium mogło korzystać z zasobów południowej Afryki, jednak już wkrótce Burowie zaczęli przejmować kontrolę nad Kolonią Przylądkową. Nawet osadnicy angielskiego pochodzenia niezbyt chcieli dzielić się swoim bogactwem z metropolią. Wkrótce jarzmo kolonialne zostało zrzucone i powołano Republikę Południowej Afryki.

Państwo to obrało drogę industrializacji i rozwoju społecznego w stylu europejskim – z ważnym jednak wyjątkiem. Ludzie innych ras niż biała byli pozbawieni pełni praw obywatelskich. Problem ten zaostrzył się jeszcze po II Wojnie Światowej, gdy władzę w RPA przejęli burscy radykałowie. Murzyni mieli być tylko siłą roboczą w fabrykach i kopalniach zarządzanych przez białych. Gdy buntowali się przeciwko tej niesprawiedliwości, rząd odpowiadał krwawymi represjami.

Polityka apartheidu skończyła się na początku lat 90-tych. Wskutek demokratycznych wyborów władzę przejęli czarni mieszkańcy RPA. Wkrótce okazało się, że – wbrew najczarniejszym prognozom białych – nie nastąpił upadek kraju. Osłabienie reżimu spowodowało znaczny wzrost przestępczości – do tego stopnia, że z centrum Johannesburga wyprowadziły się firmy i odradza się turystom zapuszczanie się tam nawet w środku dnia. Jednak i pod tym względem nastąpiła w ostatnich latach znaczna poprawa. Dziś RPA jest nowoczesnym i całkiem bezpiecznym – oczywiście przy zachowaniu podstawowych środków bezpieczeństwa – krajem.

Pod tym względem RPA to kraj w Afryce subsaharyjskiej wyjątkowy. Stan większości państw w tej części świata jest opłakany – ogromnej korupcji i bezsilności państwa dla patologii społecznych towarzyszy przestępczość, powtarzające się krwawe rebelie i walki plemienne, powszechna nędza i epidemie groźnych chorób zakaźnych. Nie chciałbym być postrzegany jako obrońca apartheidu, z pewnością niesprawiedliwość społeczna zasługuje na potępienie, jednak nie sądzę, że RPA byłaby tym, czym jest, gdyby nie przeprowadzona przez białych industrializacja i budowa instytucji państwowych na wzór europejski.

Wybraliśmy RPA, bo chcieliśmy zobaczyć Afrykę – jej sawanny, ostrokrzewy i dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Nie byliśmy jednak gotowi, by zaakceptować ryzyko, które jest nieuniknione w większości krajów Afryki subsaharyjskiej. RPA to kraj afrykański, w którym można podróżować niemal tak samo bezpiecznie jak w większości krajów Europy Zachodniej. Oczywiście wybór ten posiada swoją cenę – ceny są stosunkowo wysokie, porównywalne z zachodnioeuropejskimi, a znaczna część RPA to dzisiaj dość gęsto zaludnione obszary o dużym uprzemysłowieniu, a w związku z tym, by zobaczyć prawdziwie afrykańskie krajobrazy trzeba udać się do rezerwatu. Uznaliśmy jednak, że cena ta nie jest wygórowana.

Tym razem o wyborze właściwie nie zadecydowały ceny biletów lotniczych. Od dawna przymierzałem się do wyprawy do tego kraju, a ceny na loty do RPA z Anglii są właściwie stałe. Za naszą trójkę wychodzi to mniej więcej 6000 złotych. Ceny zadecydowały bardziej o terminie. Pewnego dnia na początku sierpnia zalogowałem się na stronę tanich linii Ryanair i zauważyłem, że ceny na bilety z Wrocławia do Liverpoolu w związku z jakąś promocją są wyjątkowo niskie – 1 złoty od osoby z Polski do Anglii i 1 funt od osoby z Anglii do Polski. Oczywiście trzeba do tego doliczyć kilkadziesiąt złotych za bagaż, tym niemniej była to bardzo atrakcyjna propozycja. Bilety kupiłem natychmiast. Wkrótce później dzięki stronie http://www.momondo.com, która pozwala porównywać ceny biletów lotniczych oferowanych przez różne portale internetowe i linie lotnicze, znalazłem w interesującym nas terminie połączenie między Manchesterem a Johannesburgiem liniami Ethihad ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Lecieliśmy wcześniej do Tajlandii innymi liniami z tego kraju, liniami Emirates i byliśmy bardzo zadowoleni, w Internecie zaś znaleźliśmy opinie, że Ethihad nie ustępują wiele swojemu konkurentowi. Bilety kupiłem w brytyjskiej firmie WeFly, płacąc swoją kartą kredytową. Autoryzacja nie jest dokonywana online – po wprowadzeniu danych na stronie firmy dostałem maila z informacją o problemie z autoryzacją transakcji. Musiałem zadzwonić do Anglii i wówczas okazało się, że pomyliłem się, wprowadzając numer swojej karty kredytowej.

Co do terminu, to przełom października i listopada to w południowej Afryce wiosna. Ma to swoje wady i zalety. Zimą temperatury, zwłaszcza nocą, są bardzo niskie. Podobno jednak ze względu na słabą wegetację i łatwiej jest wtedy dostrzec zwierzęta. Z drugiej strony wiosna to pora, gdy rodzą się młode. Można wówczas przy odrobinie szczęścia na matki ze swoimi dziećmi.

Z wielu punktów widzenia lato jest jednak lepszą porą niż wiosna. Co prawda, jest to w RPA okres wakacji, więc z pewnością ze względu na dużą liczbę turystów podróżuje się trudniej, jednak tylko w czasie lata można spodziewać się pięknej upalnej pogody. Wiosną temperatury w nocy bywają w dalszym ciągu niezbyt wysokie, zdarzają się też załamania pogody. RPA to kraj górzysty, a w górach pogoda jest bardzo zmienna.

W RPA niemal nie funkcjonuje transport publiczny. Jest kilka firm autobusowych, jednak kursów jest stosunkowo mało, a autobusy docierają tylko do większych miast. Murzyni poruszają się mikrobusami, jednak przewodniki odradzają korzystanie z nich ze względów bezpieczeństwa. Na dłuższych trasach taka podróż jest zwyczajnie niewygodna. Linii kolejowych jest niewiele. Najlepszym rozwiązaniem dla turystów o skromnym budżecie jest Baz Bus – firma świadcząca usługi przewozu mikrobusami metodą „z drzwi do drzwi”, przy czym przystankami są niedrogie schroniska. Nie ma również prawie wcale taksówek w naszym europejskim rozumieniu (w RPA taksówkami są nazywane wspomniane wyżej mikrobusy), a próby wprowadzania komunikacji publicznej w związku z przyszłorocznym Mundialem wzbudzają wielkie emocje wśród właścicieli mikrobusów – zdarzyły się przypadki ostrzelania z broni palnej autobusów, które zostały zakupione przez władze Johannesburga.

My postanowiliśmy skorzystać z innego, bardzo popularnego wśród osób przybywających do RPA rozwiązania – wypożyczyliśmy samochód. Zrobiliśmy po to, by móc dotrzeć do miejsc odległych od ludzkich siedzib. Bez własnego samochodu jest to właściwie niemożliwe. W sierpniu znalazłem w Internecie ciekawą ofertę jednej z międzynarodowych firm –www.dollar.com. Za mniej więcej 3300 randów zarezerwowałem na lotnisku w Johannesburgu samochód na czas naszego pobytu. Biorąc pod uwagę kurs randa, który podczas naszego pobytu był mniej więcej równy 40 groszom za randa była to cena bardzo korzystna. Miał to być niezbyt duży Volkswagen Polo. Strona internetowa wypożyczalni zawierała informację o cenie wypożyczenia fotelika samochodowego dla dziecka, ale w celu dokonania jego rezerwacji odsyłała do konkretnej wypożyczalni. W Internecie nie mogłem znaleźć adresu e-mail do wypożyczalni na lotnisku w Johannesburgu, ale udało mi się wyszukać numer faksu i posługując się moim faksmodemem wysłałem do nich prośbę o fotelik.

Dodatkowo dzięki posiadaniu własnego samochodu mogliśmy rozwiązać jeszcze jeden problem – problem noclegów. RPA, jak już wspomnieliśmy, to kraj dla nas, Polaków dość drogi. Ceny noclegów również są zbliżone do zachodnioeuropejskich, może nawet nieco wyższe. Z tego też powodu dobrym rozwiązaniem jest podróż z własnym namiotem i nocowanie na campingach. Zgodnie z wszelkimi przewodnikami turystycznymi i informacjami zebranymi w Internecie, campingi w RPA są bardzo dobrze wyposażone. Dlatego też doszliśmy do wniosku, że skoro będziemy podróżowali własnym samochodem, to równie dobrze możemy zapakować do bagażnika namiot, śpiwory i materace – nie będzie to ani kosztowne, ani specjalnie kłopotliwe. Początkowo zastanawialiśmy się nad wypożyczeniem lub kupnem sprzętu campingowego na miejscu, w RPA. Koszty wypożyczenia były jednak dość wysokie – za trzy tygodnie musielibyśmy zapłacić kwotę stanowiącą ponad połowę jego ceny. Doszliśmy również do wniosku, że szkoda byłoby nam porzucać zakupionych w RPA rzeczy. Dlatego też kupiliśmy sprzęt campingowy w Polsce, głównie poprzez Allegro. Namiot kosztował 100 złotych, śpiwory po 60-70 złotych, zainwestowaliśmy również w nowoczesne materace samopompujące po 100 złotych sztuka, kupiliśmy też takie drobiazgi jak menażki i niezbędniki. W sumie wydaliśmy na to wszystko jakieś 600 złotych. Najdroższym zakupem była kuchenka turystyczna. Zdecydowałem się kupić dość drogą kuchenkę szwedzkiej firmy Primus za 350 złotych, której niewątpliwą zaletą jest możliwość zasilania jej różnymi rodzajami paliwa – od gazu, przez benzynę, po naftę. Dodatkowo kupiłem butelkę na paliwo płynne za 80 zł. Nie wiedzieliśmy, jakiego typu kartusze z gazem są dostępne w sprzedaży (później sprawdziliśmy, że w sklepach specjalistycznych można kupić kartusze właściwie wszystkich popularniejszych typów), a kuchenka umożliwiająca korzystanie także z paliwa płynnego dawała nam sporą elastyczność.

W sumie więc wydaliśmy na sprzęt campingowy trochę pieniędzy. Leży teraz upchnięty w różnych miejscach w naszym domu. Planując jedną z następnych wypraw, będziemy musieli zastanowić się, w jaki sposób go wykorzystać.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 Następna strona